Arteterapia – terapia przez sztukę. Same te słowa budzą już emocje. Dla jednych – osób, które być może same tworzą, malują, dążą do samorozwoju – mogą wzbudzać uczucia zaciekawienia, ekscytacji, radości.

Dla innych – którzy nie mają kontaktu ze sztuką, a być może terapia też kojarzy im się z czymś negatywnym – lęk, niepokój, smutek. Arteterapeuta w swojej pracy spotyka się z wieloma reakcjami uczestników zajęć. W przypadku dzieci zazwyczaj nie ma oporu przed wejściem w malarskie aktywności. U młodzieży częściej spotykam się z negacją wartości zajęć wykorzystujących sztukę. Najczęściej jednak negacja ta przybiera na sile u dorosłych. Obserwuję wycofanie, powątpiewanie w skuteczność zajęć, przyrównywanie do dziecięcych zabaw, a nie „poważnej terapii”. Słyszę:

to nie dla mnie, nie jestem przedszkolakiem” albo: „Ostatni raz rysowałam jak byłam dzieckiem, nie wiem czy potrafię…

Jak więc poradzić sobie z tymi wątpliwościami?

Oczywiście arteterapia nie będzie dla każdego. Jednak warto zachęcić, dać przestrzeń uczestnikom do swobodnej pracy w wolności i w zgodzie ze sobą. Warto pokazać, że jak nie na pierwszych zajęciach, to na kolejnych – może się coś zmienić w ich doświadczaniu oraz postrzeganiu zajęć i siebie w kontekście zajęć.

Pan Piotr [1] był jednym z pacjentów oddziału dziennego szpitala psychiatrycznego, w którym pracowałam. To była kolejna sesja arteterapii grupowej. Pan Piotr zazwyczaj siedział spokojnie, niewiele się odzywał. Wypowiadał się o arteterapii, jako o „zajęciach dla przedszkolaków”. Przecież on – poważny mężczyzna – nie będzie „bawił się kredkami”. Tak jak inni pacjenci w tej grupie, mierzył się z zaburzeniami osobowości, powracającą depresją. Podczas tych zajęć wraz ze współprowadzącym psychoterapeutą poruszyliśmy kwestię radzenia sobie z trudnościami. Każdy z pacjentów miał wybrać własny temat – problem, który był na chwilę obecną najbardziej dla niego aktualny i z którym chciałby sobie poradzić. Każdy z uczestników miał ten problem narysować na kartce podczas pracy indywidualnej. Po skończonym rysowaniu i krótkiej wymianie refleksji, zadaniem było przedarcie „problemu” na jak najdrobniejsze kawałeczki, a następnie z tych kawałeczków sklejenie nowego obrazu przedstawiającego obraz poradzenia sobie z nim. Mężczyzna jednak nie wykonał tego. Namalował szare kółka różnej wielkości rozproszone na całej kartce. Opowiedział, że w pierwszym założeniu chciał namalować siebie jako małe „nieznaczące kółeczko” wśród innych wielkich, pokazując tym swój problem niskiego poczucia własnej wartości. Tymczasem, nieświadomie napisał słowo „JA” w jednym z największych kółek. To doświadczenie tak go zastanowiło, że przez prawie godzinę siedział w skupieniu analizując swój obraz. Swoją kartkę podarł dopiero na koniec zajęć. „Wiem już, co jest moim problemem.” – powiedział na forum. – „To jest to, że ja jestem tak daleko od innych kółek. Każde z nich jest osobne. A ja chcę być bliżej nich”. Mężczyzna doszedł do wniosku, że tak na prawdę jego aktualnym problemem nie jest samo niskie poczucie własnej wartości, a alienowanie się i odsuwanie od innych.

Chcę to zmienić.(…) Powydzieram wszystkie kółka i przykleję blisko siebie. Chcę być bliżej innych. (…) Dziękuję za te zajęcia. Dały mi dużo do przemyślenia. Było to dla mnie bardzo ważne doświadczenie.”

Mężczyzna faktycznie poprzyklejał kółka blisko siebie. Zachował swoją pracę. Z zajęć wyszedł w zadumie.

Często zdarza się, że pacjenci stawiają opór przed formami terapii związanymi z aktywnością twórczą. Trzeba czasu, by terapia mogła przynieść efekty. Powyższy przykład pacjenta pokazuje, że kontakt ze sztuką ma jednak znaczenie. Kiedy widzę zmiany w zachowaniu uczestników terapii i obserwuję fakt, że arteterapia pomaga w pogłębianiu samoświadomości i przyczynia się do procesu zdrowienia czuję, że moja praca ma sens. Każda, nawet najmniejsza refleksja płynąca z zajęć, może przybliżyć człowieka do lepszego zrozumienia siebie. Nieraz uczestnik powie „Nic mi to nie dało” albo „Nie wiem, co to dla mnie znaczy”. To też jest ok, ponieważ wszystko ma swój czas i swoje miejsce. Zdarzyło się, że po dłuższym czasie przychodzili do mnie pacjenci opowiadając, jak po kilku dniach, a nawet miesiącach, temat przerobiony podczas zajęć arteterapii powracał do nich. Po czasie odnajdywali sens tych działań. Sztuka ma nieograniczone możliwości. Dzięki niej poprzez metaforę i – co ważne – w bezpieczny sposób, możemy przyjrzeć się z perspektywy naszemu życiu, zachowaniu, mechanizmom działania, potrzebom, emocjom. Kolor, kształt, faktura, wybrany materiał do pracy – to wszystko o czymś mówi.

A o czym? – to już jest temat na arteterapię.

Anna Sikorska

 

 

 


[1] Imię zmienione dla potrzeb artykułu. Mężczyzna wyraził zgodę na opublicznienie jego doświadczeń.